NSZZ Solidarność Region Świętokrzyski



Newsletter

Tygodnik Solidarność Świętokrzyska nr 221 (860) z dn. 27 stycznia 2012r.

Powrót nomenklatury - Waldemar Bartosz

To, że polska rzeczywistość skrzeczy, to fakt. Widać szczególnie dobrze kiedy jest się pacjentem i kiedy kardynalne błędy legislatorów, czyli polityków są zamieniane na problemy lekarzy, aptekarzy a w ostateczności na pacjentów. W dużej mierze obraz chaosu, nieskoordynowania i nijakości ma swoje źródło w powrocie praktyki rodem z PRL-u. Oczywiście nie oznacza to, że III Rzeczpospolitą zrównujemy z PRL-em. Niestety wiele odnowionych praktyk ma swoje źródło w tamtym systemie. Przykład pierwszy z brzegu to powrót partyjnej nomenklatury. Chodzi tu o praktykę obsadzania wielu stanowisk państwowych według kryterium posiadania legitymacji partyjnej. Praktyka ta obejmuje również tak zwane konkursy kwalifikacyjne. W większości przypadków jest to po prostu fikcja, zwykły listek figowy, który ma przykryć faktyczne machinacje. Przysłowiowe „nieszczęście” staje się wtedy gdy ktoś nie dopilnuje realizacji zamierzeń. Klinicznym przykładem był pierwszy (ubiegłego roku) konkurs na dyrektora Świętokrzyskiego Centrum Ratownictwa. Gdy wygrała go lekarka dopuszczona zresztą do tego konkursu, spoza partyjnej nomenklatury, postępowanie po prostu unieważniono. Kolejny przykład to obsada publicznych mediów: radia i telewizji. Każda zmieniająca się ekipa wykorzystując rozmaite prawne sztuczki obsadza te ośrodki własną nomenklaturą. Przy tym trąbiąc dookoła, że dzieje się tak aby media te „odpolitycznić”. Stosowane przy okazji argumenty i język przypominają ten zaprezentowany w powieściach Georga Orwella. Innym „odcinkiem” gdzie są praktykowane obyczaje nomenklaturowe to spółki skarbu państwa. Generalnie traktowane są one jako powyborcze łupy dla zwycięskich partii. Bywało tak, że artyści, rzeźbiarze, malarze nadzorowali fabrykę na przykład wyrobów metalowych. To samo dotyczy zarządów takich firm. W przypadku trzech likwidowanych PKS-ów, prezesi tych firm byli po prostu działaczami partii rządzącej. W pogoni za łupem dla partyjnego „szmaciaka” zapomniano już o kategorii apolitycznej służby publicznej. Nie trzeba tłumaczyć, że ten system nomenklatury jest zgubny dla gospodarki i dla państwa, gdyż generalnie premiuje postawę „BMW”: bierny, mierny ale wierny. Dla naszego Związku taki model życia społecznego był od początku nie do przyjęcia. Dlatego publicznie należy nazywać rzeczy po imieniu. Dla ich zdrowia.


Udostępnij

Pozostałe artykuły tego wydania:


wstecz
 


Kapitał ludzki Unia Europejska

Strona internetowa współfinansowana przez Unię Europejską
w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego