Zima po polsku - Mieczysław Gójski
Jeszcze w styczniu Polacy tęsknili za zimą. Przysłowiowa Barbara była „po wodzie” to czekaliśmy Świąt Bożego Narodzenia „po lodzie”. Nic z tego. Nie tylko Wigilię i całe Święta, ale i Sylwester i Nowy Rok spędziliśmy w jesiennej aurze.
Załamywali ręce właściciele pensjonatów i hoteli oraz mieszkańcy wczasowych kurortów. Ośrodki zimowych szaleństw świeciły pustkami. Właściciele wyciągów narciarskich liczyli straty. Ale była z tego przynajmniej jedna korzyść. Taka oto, że pociągi w okresie świąteczno - noworocznym jeździły bez opóźnień. To istotna odmiana. Szczególnie w porównaniu z ubiegłoroczną kompromitacją PKP.
Z końcem stycznia przyszła tak wyglądana zima. Powiało nie tyle śniegiem, co mrozem. I zaczęło się, jak to niestety w Polsce bywa. Już w pierwszych kilkunastu dniach mróz zabił około pięćdziesiąt osób. Z wyziębienia umierali głównie bezdomni. I nie da się tych ofiar – jak niektórzy to robią - usprawiedliwić samym tylko alkoholem. Wśród ofiar była na przykład starsza schorowana mieszkanka wsi, której nikt nie napalił w piecu. Smutne żniwo zbierał czad, zatruwając nawet całe rodziny. Dochodziło do pożarów domów i mieszkań. Jednej tylko nocy w pożarach zginęło dziewięć osób. Przyjeżdżająca na ratunek straż pożarna nie mogła przystąpić często do akcji ratowniczej, bo zamarzały hydranty i inne ujęcia wody. Ze względu na niskie temperatury w salach lekcyjnych, zamykano szkoły. Pękały magistrale ciepłownicze i wodociągi. Jednym słowem tragedia. Można to zrozumieć, gdy podobna aura ma miejsce w Ankarze, Paryżu, Madrycie czy Rzymie. Tam mróz i duże opady śniegu to rzeczywiście tragedia. Bezdomni spędzający zwyczajowo noce na chodnikach, w parkach czy podziemnych przejściach muszą być zaskoczeni. Kierowcy nie znają zimowych opon, bo mrozu w życiu nie doświadczyli a śnieg, jeśli posypał to po godzinie ginął. Tamtejsze służby drogowe nie wiedzą, co to śnieżne pługi, piaskarki itd. Ale w Polsce straszne szkody wyrządził mróz, który nie powinien o tej porze roku dziwić. Mróz wysoki, ale nie arktyczny. W porywach maksymalnie dwudziesto-kilku stopniowy. Okazało się, że w środku zimy jest to temperatura wystarczająca, aby dokonała tego, czego dokonała. W latach wcześniejszych wystarczyły opady śniegu, aby sparaliżować transport. Wystarczył mróz i szadź, aby wywracały się słupy elektryczne a łamiące się gałęzie drzew dopełniły zniszczeń w sieci przesyłowej. W dzisiejszych, nie ekstremalnych przecież - w naszej strefie klimatycznej – warunkach widać naocznie jak funkcjonuje nasze państwo. Funkcjonuje źle.
Zaniedbana od lat infrastruktura, podtrzymywana często z pomocą przysłowiowego sznurka i drutu nie jest w stanie wytrzymać bez awarii przeciętnych nawet mrozów. Nieefektywnie działają procedury przyjęte na wszystkich szczeblach administracji. Rządowe i samorządowe sztaby antykryzysowe nie spełniają oczekiwań. Instytucje państwowe, które w takich momentach powinny nieść pomoc robią to w sposób niewystarczający. Widać też niedomaganie w tym zakresie organizacji pozarządowych. Porażające są codzienne komunikaty o osobach „zabranych” przez zimę. Tylko jak zwykle nie ma ani odpowiedzialnych ani tych, co by przynajmniej poczuwali się do winy
Udostępnij
Pozostałe artykuły tego wydania:
- Słabe państwo - Waldemar Bartosz
- SIP- przed zmianami - Kazimierz Pasternak
- Zebraliśmy 46 829 podpisów
- Szkolenie dla sip
- Stanowisko Prezydium Zarządu Regionu Świętokrzyskiego NSZZ „Solidarność” z dnia 14 lutego 2012r.
- Zmiany w przepisach prawa pracy od 1 stycznia 2012 roku - Anna Orlińska
- Porady prawne
- 3. Sonet opatrznościowy - Anna Błachucka


