NSZZ Solidarność Region Świętokrzyski



Newsletter

Tygodnik Solidarność Świętokrzyska nr 39 (1129) z dn. 27 października 2017r.

O (ekonomicznym) psuciu głowy - Mieczysław Gójski

Już na wstępie tłumaczę, że przyczynkiem do napisania tego tekstu była medialna wypowiedź na temat ekonomii, jednego z tzw. znawców tematu – tak przynajmniej przedstawiano go w studio TV. Otóż w rozmowie, pan dr ekonomista próbował przyszpilić swego polemistę „atutowym argumentem”, że ekonomia, to nauka ścisła, gdzie jak w matematyce wszystko jest wyliczalne - jak 2 x 2 = 4.

Skądinąd tego typu teorie nie są jakoś szczególnie odosobnione, bo podobne mądrości od różnych „speców” (mylących ekonomię z księgową buchalterią) można usłyszeć, co jakiś czas. W praktyce trudno jest nawet z nimi na jakimś uczciwym poziomie polemizować, skoro mają one tyle wspólnego z prawdą, co przysłowiowy piernik z wiatrakiem. W nauce społecznej, jaką jest ekonomia ze względu na ilość zmiennych bezustannie zachodzących właśnie w społeczeństwie, nie jest możliwe precyzyjne wyliczenie wyniku, tym bardziej udowodnienie, że symboliczne 2 plus 2 będzie wynosiło 4. Przykładem, pierwszym z brzegu niech będzie znany tam efekt synergii, – gdzie przy współdziałaniu różnych czynników, efekt jest większy niż suma poszczególnych oddzielnych działań i 2 + 2 może wynosić wtedy (nie jak w matematyce: 4) tylko np. 5, czy 6. Skąd więc przekonanie wspomnianego eksperta o ścisłej naturze ekonomii? Pewnie są różne powody takiego wprowadzania w błąd - ignorancji i zwykłego wymądrzania się nie wyłączając. Ale wydaje się, że w omawianym przypadku mieliśmy raczej do czynienia z dogmatyzmem, który w tych sprawach cechuje szczególnie ekonomicznych pseudoliberałów. Jednak zamiast się teraz głowić, co dało asumpt takiej (świadomej, czy nie) dezinformacji, warto może lepiej pomyśleć o skutkach. Niestety takie aspołeczne - matematyczne definiowanie ekonomii, nie tylko pogarsza poziom samej debaty, ale potrafi także skutecznie zamącić w głowie nie jednemu zwykłemu Kowalskiemu. Historia zna wiele przypadków ludzi, którzy uwierzyli w tę "jedynie słuszną prawdę fałszywych proroków" i później (jak na swoją zgubę) z niespotykaną pokorą znosili przykre dla nich wyrzeczenia. Pewnie każdy z nas spotkał się np. z nieracjonalnym usprawiedliwianiem pracodawcy, pomimo tego, że obniżano pracownikowi wynagrodzenie, czy nawet go zwolniono. A ten mimo tego, zaczadzony „mądra ekonomią” zamiast zwyczajnie uskarżać się na swego, często nieudacznego szefa, to go jeszcze tłumaczył. Bo, skoro szef mówi, że w firmie działa ekonomia, a tam jak w matematyce 2 x 2 = 4…, to widocznie tak musi być, itp. Podobnie działa to w skali makro. Ileż to słyszeliśmy tłumaczeń zwykłych Kowalskich, że np. wiek emerytalny trzeba podnieść, bo... demografia, bo ekonomia itd. Podobnie, kto z nas nie wysłuchiwał opinii kogoś znajomego, gorliwie powtarzającego brednie za pro-peowskimi ekonomistami, którzy niby wyliczyli, że na „program 500 plus” pieniędzy nie ma i nie będzie. Tymczasem w praktyce bywało tak, że w firmie wystarczyła zmiana szefa na fachowca i niepotrzebne były cięcia na ludziach. Wiek emerytalny też można było (na powrót) obniżyć i są nawet pieniądze na „500 plus”. Dobrym przykładem tego swoistego umysłowego zaczadzenia może być też pamiętny „plan Balcerowicza” Tamta „terapia szokowa” też miała swoje poparcie w narodzie, pomimo że dla niektórych grup społecznych była ona dosłownie zabójcza w skutkach - a ostatecznie przyniosła szkodę całej Polsce. Wtedy też wielu „Kowalskich” ślepo mu wierzyło (za nic nie dając się przekonać) mówiąc, że tak musi być, bo to wolny rynek a to nie socjalizm, bo taka jest ekonomia a tam jak w matematyce itp. itd. Dopiero po latach dotarło do Polaków, że Balcerowicz mniej kierował się ekonomią, a bardziej innymi względami. Dzisiejsza dyskusja, z ekonomicznie wyliczonymi szkodami - miliardowe straty w PKB i kilkusettysięczne zwolnienia - jakie to niby mają przynieść wolne od handlu niedziele, też może być tu dobrym przykładem.

A na zakończenie jeszcze krótki cytat ze św. Jana Pawła II, który właśnie o ekonomii mówił m.in., że „nie jest to nauka matematyczna służąca jedynie kalkulacji zysku, ale to nauka społeczna, która ma służyć rozwojowi człowieka. Zysk w ekonomii nie jest celem, a jedynie środkiem do celu, którym jest dobro i rozwój człowieka”. Dlatego zawsze warto o tym pamiętać i nie dać się nabierać różnym cwaniakom, czy innym szarlatanom, że ekonomia, to nauka ścisła jak matematyka.


Udostępnij

Pozostałe artykuły tego wydania:


wstecz
 


Kapitał ludzki Unia Europejska

Strona internetowa współfinansowana przez Unię Europejską
w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego