NSZZ Solidarność Region Świętokrzyski



Newsletter

Tygodnik Solidarność Świętokrzyska nr 5 (1189) z dn. 1 lutego 2019r.

Wolność contra poprawność - Waldemar Bartosz

Po tragicznej śmierci prezydenta Pawła Adamowicza, ze wszystkich stron słychać nawoływania o „zaprzestanie mowy nienawiści”. Krzyczy tak opozycja jak i rząd a nawet Kościół. Wszystko to robi wrażenie, że ów nieszczęśliwy, tragiczny wypadek był skutkiem owego nieopanowania języka w mowie i piśmie. Niewielu komentatorów zwraca uwagę na brak dostatecznego i obowiązującego zabezpieczenia masowej imprezy, co umożliwiło psychicznemu zbrodniarzowi dokonanie zbrodni. W całość włącza się źle rozumiana polityka, czyli wzajemne pohukiwania. Tymczasem, kiedy popatrzymy na temperaturę naszych sporów i tych występujących w tak zwanych cywilizowanych państwach obecnej doby i choćby okresu II Rzeczpospolitej, to się okaże, że nasze, często beznadziejne polemiki to zwykłe przedszkole ze scenami wyrywania sobie zabawek i sypania pisakiem po oczach. Debaty prowadzone we Francji czy we Włoszech zapierają często dech w piersiach. Często też rezultaty tej temperatury widać na tamtejszych ulicach. Nie chodzi nawet o obrazy setek samochodów płonących na ulicach Paryża i innych francuskich miast, ale o totalną rozbieżność widzenia świata między na przykład Marconem a Le Pen. Nie inaczej też było w II Rzeczpospolitej. Często cukrujemy czas przeszły, lubimy twierdzić, że „kiedyś było lepiej” a najczęściej przeczą temu fakty. Wystarczy zajrzeć do przedwojennej prasy polskiej, żeby po lekturze z jednej strony Boya w „Wiadomościach Literackich” a z drugiej Adama Nowaczyńskiego drukowanego w „Prosto z Mostu”, żeby nabrać odpowiedniego dystansu do aktualnych polemik i połajanek. Jako przykład, wystarczy przytoczyć komentarz Boya zamieszczony w cyklu pod znamiennym tytułem „Nasi okupanci” w owych „Wiadomościach Literackich”. Pod koniec 1931 r. pisał on o konkordacie zawartym w 1925 r., czyli już po 6 latach od jego ogłoszenia: „A biskupi szaleją. Niedługo czekaliśmy na skutki konkordatu, owego niepoczytalnego konkordatu, dającego biskupom przywileje, jakich nie mieli w Polsce nawet w średniowieczu, konkordatu, który czyni z nich wyłącznie przedstawicieli Rzymu, luźnie związanych z naszym społeczeństwem, czujących się ponad naszym prawem”.

Trzeba przyznać, że dzisiejsze wycieczki słowne tzw. lewicy w wykonaniu Barbary Nowackiej, Joanny Scheuring – Wielgus czy Adriana Zandberga są tylko nieudolnym naśladownictwem tamtego lewicowego, antyklerykalnego języka.

Oczywiście, nie oznacza to aprobatę takich połajanek, jedynie tylko tyle, że w warunkach demokracji i wolności słowa nie unikniemy polemik, nawet tych emocjonalnych.

Demokracja z zasady żywi się polemiką, bo ona wydobywa różnice, te naturalnie występujące w społeczeństwie.

Nie próbujmy więc narzucić sobie kagańca poprawności i prowadzenia ludzi pod sznurek owej poprawności.

Różnić się można a te różnice trzeba mieć prawo wyrażać. Czym innym jest „targanie się po szczękach” jak to ujął w 1981r. klasyk. Tego nie wolno czynić!

 


Udostępnij

Pozostałe artykuły tego wydania:


wstecz
 


Kapitał ludzki Unia Europejska

Strona internetowa współfinansowana przez Unię Europejską
w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego